Spotkanie z Joem

Pewnego zimowego poranka spojrzałem przez okno mojej sypialni na szary, ponury krajobraz. Zastanawiałem się: Co warte jest moje życie? Jakie jest moje miejsce w świecie? Czułem się całkowicie ogarnięty przez poczucie beznadziejności. Nie widziałem dla siebie żadnego wyjścia. A kiedy rozmyślałem nad przeszłością, było jeszcze gorzej.
Miałem czterdzieści pięć lat i niedawno straciłem pracę. Nie dostałem żadnej odpowiedzi na tuziny ofert, które wysłałem. Pomyślałem o tym, żeby wypić drinka, ale już tego kiedyś próbowałem. Alkohol spowodował spustoszenie w moim życiu, ale nie piłem od ośmiu lat. Po co? — szydziła część mego ja. Samotny, pogrążałem się głębiej i głębiej w rozpacz. Bolała mnie głowa od nieustannych zmagań z czarnymi myślami. Czyżbym tracił zmysły?
Trzymałem na strychu pistolet kaliber dwanaście. Ciągle wracałem myślami do tej naładowanej broni.
Nagle pojawiła się nowa myśl: Idź zobaczyć Joego.
Poznałem Joego w grupie Anonimowych Alkoholików. Prostolinijny kierowca i farmer, zupełnie różnił się ode mnie. Ale podziwiałem jego szczerość i w końcu spytałem, czy zechce być moim sponsorem, innym wyleczonym alkoholikiem, z którym mógłbym porozmawiać sam na sam. „Oczywiście”, zgodził się. „Pomaganie tobie pomaga mi”. Nie miałem pojęcia, co ja mógłbym mu ofiarować.
Bojąc się szaleńczych myśli, zmusiłem się do wyjścia. Przejechałem trzy mile i zastałem Joego w garażu przypominającym stodołę, stojącego obok pieca, w którym paliło się drewno. Zachował się tak, jakbym był osobą, którą właśnie chciał zobaczyć. Wkrótce zaczął mi opowiadać o problemach, które go gnębiły. Trwało to dwie godziny, a ja tylko słuchałem. Obaj siedzieliśmy przy piecu, od czasu do czasu dorzucając do niego drewno. W końcu uściskaliśmy się na do widzenia.
Jadąc do domu, zdałem sobie sprawę, że przetrwałem ten dzień. Moje kłopoty nie zniknęły, ale słuchanie o zmaganiach Joego naprawdę mi pomogło. Niemal zacząłem się uśmiechać. Joe, nie wiesz tego, ale uratowałeś mi dzisiaj życie.
Na spotkaniu grupy AA tydzień później pokiwałem Joemu przez pokój. Grupa zmówiła wspólnie modlitwę i potem przyszła kolej na dzielenie się doświadczeniami ostatnich dni. Joe powiedział:
— Tydzień temu przechodziłem kryzys. Moje życie wydawało się beznadziejne. Zdecydowałem się je zakończyć. Wyjąłem sznur i wybrałem belkę, przez którą zamierzałem go przerzucić. Ale wtedy, nieoczekiwanie, przyjechał inny wyleczony alkoholik.
O mało nie spadłem z krzesła. Nie miałem pojęcia! Joe spojrzał na mnie:
— Bóg użył tego alkoholika, żeby uratować mi życie.

Gary S.

Źródło: „Cuda zdarzają się co dzień. Antologia opowiadań prawdziwych”, Media Rodzina, Poznań, 2001.

O SiegnijPoZdrowie

Stowarzyszenie Promocji Zdrowego Stylu Życia - filia w Poznaniu
Ten wpis został opublikowany w kategorii Słowa, które leczą. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *